Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Paź 22, 2018, 08:50:02
 
Strony: [1]   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Trzynasty Grudnia  (Przeczytany 6158 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
Herkules
Administrator
*****
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 10617



« : Gru 13, 2008, 11:38:31 »

Trzynasty Grudnia, znów mija kolejna rocznica ogłoszenia w Polsce stanu wojennego. Trzynastego grudnia 1981 milicja, ZOMO, ROMO i wojsko, na rozkaz WRON stanęli uzbrojeni przeciw reszcie narodu Polskiego. O powodach i motywach wprowadzenia stanu wojennego będą jeszcze długo dyskutować, politycy, sędziowie, historycy i naoczni świadkowie tych wydarzeń. Bez względu na to, do jakich wniosków dojdą historycy. Jedno można powiedzieć już dzisiaj. Stan wojenny, wprowadzono między innymi po to, aby zniszczyć "Solidarność". Po części udało się to WRON-owi. Po części, bowiem "Solidarność" istnieje do dzisiaj, ale dawnej solidarności nie ma już w narodzie Polskim. Kłótnie o stołki, posadki i stanowiska, to dzień powszedni tych, którzy dzisiaj kreują się na bohaterów tamtych dni. Zapominając o tym, że prawdziwymi bohaterami a jednocześnie ofiarami byli ci, których internowano i ci, którzy czynnie stanęli w ich obronie. Czasami wstyd mi za to, że byłem wtedy tak naiwny i wierzyłem, że kiedy już wygramy z "komuną", w Polsce będzie demokratycznie i "Solidarnie". 
Trzynasty grudnia, zostanie na zawsze w mojej pamięci jako punkt zwrotny mojego życia. Trzynastego grudnia zaczęło się dla mnie coś, co trwa do dzisiaj.
W "Porozumieniach Jastrzębskich" górnicy wywalczyli sobie prawo do wolnych sobót. Byliśmy dumni z tego, że możemy także jak w innych gałęziach przemysłu i administracji odpocząć w sobotę razem z rodziną. Mimo to w sobotnią noc z 12/13 grudnia 1981 roku poszedłem na nockę. Odrabialiśmy wtedy "wigilię Bożego narodzenia". Byłem wtedy młodym górnikiem na kopalni "Piast" w Bieruniu Nowym koło Tychów. Nie pamiętam już dzisiaj przebiegu tamtej nocnej szychty. Pamiętam za to doskonale, to co się wydarzyło po wyjeździe na powierzchnię. Po wyjściu z łaźni spotykaliśmy się w cechowni pod okienkiem oddziału, aby dowiedzieć się o ewentualnych zmianach w obłożeniu na następne dni. Kierownik oddziału, który często bywał w niedzielę na kopalni, wzywał każdego do biura. Mówił, że od poniedziałku pracujemy tak jak na planie, ale na wszelki wypadek, mamy sobie przynieść więcej chleba. Nie powiedział nam po co. Nie powiedział nam nawet, że ogłoszono stan wojenny. O stanie wojennym dowiedziałem się w autobusie. Kiedy dojechałem do domu zobaczyłem słynne już przemówienie Jaruzelskiego. Byłem zrozpaczony, wściekły i zawiedziony. Nie poszedłem spać po tej nocce. Poszedłem do kościoła, było to jedyne miejsce, gdzie można było się spotkać bez konsekwencji. Po południu poszedłem do Szpitala wojewódzkiego w Tychach. Moja maleńka wtedy córka miała problemy z nerkami. Lekarze radzili aby nie pokazywać się dziecku, bo po każdej takiej wizycie córka płakała godzinami. Długo wtedy patrzałem przez szybę na córkę, walczyłem z uczuciami. Jakiś instynkt podpowiadał mi, że nie szybko ją zobaczę. W poniedziałek miałem drugą zmianę, jak zwykle spotykaliśmy się przed zjazdem w cechowni. Po długich naradach, zjechaliśmy na dół. Zjechałem jak wielu innych na najdłuższą szychtę życia. Zjeżdżając w podziemia kopalni, nie wiedziałem, że będę brać udział w najdłuższym strajku jaki kiedykolwiek wydarzał się w podziemiach kopalni. Nie wiedziałem, że święta Bożego Narodzenia spędzę pod ziemią o głodzie i chłodzie. Nie mogłem wtedy wiedzieć, że podczas świąt, będziemy na przemian śpiewać kolędy i piosenkę Pietrzaka, "Żeby Polska była Polską". Nie wiedziałem, że będzie to w pewnym sensie zwrot w moim życiu. Nigdy nie zapomnę tych piętnastu dni pod ziemią.
Tego nie można zapomnieć.
Mam sporo zapisków z tamtych dni, być może opiszę to kiedyś, bo co roku trzynastego grudnia pamięć wraca do tamtych wydarzeń.
Kiedy dzisiaj widzę Jaruzelskiego przed sądem, czuję z jednej strony satysfakcję, bo jednak nasz strajk zaowocował i nasze zdrowie, które pozostawiliśmy tam na dole, nie poszło całkowicie na marne. Z drugiej strony czuję litość do tego człowieka. Dzisiaj po latach wiem, że i on w jakiś tam sposób chciał żeby Polska była Polską. Z pewnością inną jak jest dzisiaj, ale tak naprawdę, to i my wtedy o inną Polskę walczyliśmy. Szkoda, że większość polityków, którzy wywodzą się z "Solidarności" zapomnieli o jej prawdziwych ideach, szkoda że zapomnieli już o tym skąd się wywodzą.
Szkoda, że zapomnieli już, że czas wojenek już dawno się zakończył. Szkoda, że nie pamiętają o tych, którzy ich wybierali z nadzieją o lepsze jutro. A często żyją jeszcze gorzej jak wczoraj. Może trzynasty grudnia, to dobra data, aby pomyśleć jak naprawić błędy poprzedników i ruszyć do przodu, chociażby tylko po to "Żeby Polska była Polską".
Pozdrawiam i powodzenia życzę
 
Zapisane
EB:))
V.I.P.
***
Offline Offline

Płeć: Kobieta
Wiadomości: 3436


Wielkie nadzieje czynią ludzi wielkimi...


« Odpowiedz #1 : Gru 13, 2008, 19:39:30 »

Herku,dygnięcie... Uśmiech
Ja o stanie wojennym dowiedziałam się,gdy wróciłam z kościoła,zawsze chodziłam  na mszę"młodzieżową" - godz.9.00,ależ wtedy było zimno.W 1981roku  "zrobiłam" maturę,ale o ówczesnej polityce niewiele wiedziałam,poza rozmowami,jakie odbywały się w rodzinie.
Pozdrawiam
Zapisane

Pokrewne dusze łączą się od pierwszego wejrzenia diamentowymi więzami.
dzina
Moderator Działu
*****
Offline Offline

Wiadomości: 9189



« Odpowiedz #2 : Gru 15, 2008, 21:01:30 »

Ja z tego okresu za dużo to nie pamiętam. Może nie chciałam aż tak ich zapamiętywać.
Mimo wszystko nie da się pewnych rzeczy zapomnieć, które bezpośrednio wpłynęły na moje życie.
Pierwsze, co mnie zdziwiło to to, że po włączeniu TV nie puszczano nic innego jak tylko przemówienie gen. W. Jaruzelskiego. Nie bardzo wiedziałam, o czym on mówi, wiec nie wsłuchiwałam się w jego treść przemówienia, a drugie to to, że nie mogłam do nikogo się dodzwonić. Po chwili dowiedziałam się, co jest grane.
Kilka dni później, będąc z chłopakiem u znajomych koniecznie chciałam po 22,00 wrócić do domu. Żadne argumenty do mnie nie przemawiały, aby nie ruszać się z domu o tej godz. Ja jednak z uporem maniaka nie dałam za wygraną. I tak jak wyszliśmy na ulicę, tak nas zatrzymano i zawieziono na Dworzec kolejowy, przed którym stał autokar, do którego kazano nam wejść, i tam nas na dobre wylegitymowano. Oczywiście nie obyło się bez kary pieniężnej. Nie mieliśmy innej waluty jak marki, więc byliśmy zmuszeni zapłacić ową karę markami. Następnego dnia musieliśmy donieść zł i wymienić na pozostawione marki.
Następną rzeczą, jaką pamiętam to swój własny ślub. Musiałam na Milicji otrzymać zezwolenie na urządzenie przyjęcia weselnego do godz. nocnych. Poza tym wszystkie telegramy miałam ocenzurowane, tzn. na każdym widniała duża pieczęć OCENZUROWANE.
Ostatnią rzeczą, która ściśle związana była z moim życiem w stanem wojennym, to poród mojego syna. Mój mąż nie mógł ze mną w nocy jechać do szpitala, ponieważ karetka nie chciała Go zabrać, a o wyjściu na własna rękę nie było mowy, nawet w takim przypadku.
Tak zaczęła się moja nowa droga życiowa – ograniczenia stanu wojennego.
Zapisane
kukul777
Moderator Działu
*****
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 2921



« Odpowiedz #3 : Lis 27, 2010, 20:06:53 »

Podziele się swoimi wspomnieniami z tamtego okresu,który też na długo zostanie w mojej pamięci. W pażdzierniku 1981 roku miałem wyjść do cywila po 2 latach służby wojskowej. Jak wielkie było nasze rozczarowanie i złość, gdy na 3 dni przed wyjściem na apelu przeczytano rozkaz ,że przedłuzają nam słuzbę o 3 miesiące tłumacząc to praca na rzecz gospodarki kraju.13 grudnia tegoż roku mijały własnie te 3 miesiace o które nam przedłużono.To dopiero był szok jak nas obudzono i powiedziano ze jest stan wojenny. Przez pierwsze dni nie wiedzieliśmy co się tak naprawde w kraju dzieje ,byliśmy odizolowani od świata. Dopiero w kwietniu nastepnego roku wkońcu powrót do domu.
Zapisane
@alias
V.I.P.
***
Offline Offline

Wiadomości: 4754



« Odpowiedz #4 : Lis 30, 2010, 22:33:44 »

Moje wspomnienia z 13 grudnia 1981 też są niewesołe. Mój mąż miał wtedy 5 dni do tzw."cywila", był po studiach, po szkloe podchorążych w kompanii dla niepokornych w Trzebiatowie. 11 grudnia przyjechał do mnie, do Łodzi, żeby pomóc w sprzątaniu i myciu okien. W sobotę urządziliśmy małe przyjęcie. W niedzielę, przed 7 rano obudziło nas stukanie w drzwi. Przyjechał mój teść, powiadomił nas o stanie wojennym,. Dodzwonić się już do nas nie mógł, telefony nie działały od północy. A mój mąż w nocy, po 1, odprowadzał do domu moją przyjaciółkę. I bardzo się dziwili, że po ulicach "skoty" jeżdżą. Mąż wrócił do Trzebiatowa. Przez długie tygodnie nie wiedziałam, co się z nim dzieje. Żadnej kartki, żadnego kontaktu. Święta spędziłam z Babcią, która przyjechała do mnie ze Śląska. Miała wtey 76 lat i stwierdziła, że przeżyła rewolucję w Rosji i dwie wojny światowe, więc niczego się już nie boi. A ja 30 stycznia 1982 r. zobaczyłam swojego męża. Przyjechał do moich rodziców, gdzie akurat byłam i opowiadał, co było w Gdańsku w grudniu. On był wtedy w Stoczni, a za nim było tylko morze...Na szczęście nie musiał podejmować tej najtrudniejszej decyzji. Los był łaskaw. A co sama w tzw. międzyczasie przeżyłam - to też temat na dłuższe opowiadanie.

Pozdrawiam - @alias

Zapisane

Ludzie są jak kwiaty - stworzeni do tego, aby się rozwijać
Herkules
Administrator
*****
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 10617



« Odpowiedz #5 : Gru 13, 2010, 22:50:59 »

Jak co roku trzynastego grudnia moje myśli wracają do głębin kopalni "Piast", gdzie przez 15 dni i nocy strajkowaliśmy przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego.
Pamięć "przewija" niczym film tamte wydarzenia. Chociaż już tyle lat minęło, to ciągle pamiętam niektóre dni tak, jakby to było wczoraj. Ta najdłuższa szychta mojego życia zmieniła mnie, w jakiś sposób była zwrotem w moim życiu. Dzisiaj jednak, chciałbym opowiedzieć pewne zdarzenie, które często mi się przypomina.
Po zjeździe na poziom -650 i zawiązaniu komitetu strajkowego, zaczęły się prace organizacyjne, związane z tym strajkiem. Ponad dwa tysiące górników należało gdzieś ulokować, zapewnić sprawiedliwy podział żywności, picia. Każdy oddział dostał swoją kwaterę, to ułatwiało też kontakt z rodzinami. W każdej "kwaterze" był telefon. Telefony były oczywiście okupowane przez 24/ 24. Czternastego i piętnastego grudnia nie spałem wcale. Byłem na podszybiu przy porcjowaniu żywności, informowałem rodziny dzwoniące z góry na jaki numer powinny dzwonić i jednocześnie informowałem przez megafony do odpowiednich kwater, kto powinien podejść do którego telefonu. W noc z piętnastego na szesnasty grudnia, byłem już tak wyczerpany, że musiałem się przespać. Najlepsze spanko było na "złotych piaskach". W tym miejscu suszono piasek do maszynek (lokomotyw), ciągnących na co dzień urobek i materiały potrzebne w kopalni. Poziom -650, to kraina deszczowców. Kapało dosłownie wszędzie. Wszędzie też było mokro. Ten suchy piasek ze "złotych piasków", pobierano do tych lokomotywek, aby podsypywać pod koła, kiedy zaczynały się ślizgać. Na złotych piaskach było ciepło, było sucho, tam chciało się spać.
Chociaż 99% górników używało wtedy onuc, ja nosiłem skarpetki. Nigdy jakoś nie przyzwyczaiłem się do onuc. Tamtej nocy doczłapałem się do złotych piasków, zdjąłem moje gumiaki skarpetki i przez kilka godzin zapomniałem o strajku, stanie wojennym i ciężkiej zimie. Rano wstałem naprawdę wypoczęty. Zacząłem się ubierać i kiedy doszedłem do gumiaków, humor mi się okropnie popsuł. W miejscu, gdzie zostawiłem moje prawie nowe gumiaki, stały stare poprzecierane, dziurawe buciory, które na dodatek były o 3 lub cztery numery większe od moich. Musiałem powkładać do butów po gazecie, aby mi nie spadły z nóg. Nie był to jednak koniec mojej gehenny z tymi buciorami. Kiedy doszedłem do podszybia (ok. 500 m) w butach chlupotało mi tak jak pod sopockim molo przed sztormem. Te buciory były podziurawione jak sito, w tym się nie dało chodzić.
Przez następne dwa dni nie odchodziłem od podszybia, omijałem jak tylko można kałuże, jakoś moje "nowe" zdobyczne sapochy osuszyłem. To był chyba piąty dzień strajku, na dół zjechał ksiądz. Kiedy witał się z nami na podszybiu jakoś dziwnie utykał. Po dwóch, może trzech minutach opowiedział nam swoje zmartwienie. Z kopalnianej wypożyczalni dostał gumiaki nr. 43, tzn. rozmiar butów, jakie nosi na co dzień. Do onuc, należy jednak brać numer lub dwa większe. Księżulo miał tak ciasno w butach, że po kilkuset metrach już kuśtykał. Jak się dowiedział, że musi przejść kilka kilometrów, aby dojść do każdej kwatery, to włos mu się jeżył. Zapytał, czy ktoś mógłby mu pożyczyć nieco większe gumiaki, bo w tych to on nie przejdzie wszystkich oddziałów. To była moja sekunda. Dosłownie podskoczyłem do księdza, aby mnie nikt nie uprzedził. Chętnie księdzu pożyczę, moje są dosyć duże. Zaproponowałem aby w budce sygnalisty na siedząco zamienić obuwie. Szybko wyjąłem gazety z moich buciorów i zamieniliśmy się.
Ksiądz aż promieniał z radości. Co za ulga, powtarzał chyba z trzy razy. Dziękuję ci młody człowieku. Nie ma za co, odpowiedziałem skromnie. Po cichu pomyślałem, nie ciesz się zbyt szybko, jeszcze nie wiesz co Cię czeka. Na wszelki wypadek szybko zniknąłem z podszybia, pierwsze kałuże były jakieś 50 metrów od podszybia, kto wie czy księżulo się nie rozmyśli.  Nie rozmyślił się, wrócił po kilku godzinach. Dowiedziałem się wcześniej, że ksiądz już wraca. Nie chciałem ryzykować guza nabitego kropidłem, dlatego znowu schowałem się w "cieniu". Tym razem, kiedy ksiądz przechodził po podszybiu nie kuśtykał jak poprzednio, ale każdy jego krok, to był jeden głośny chlupot. Nogi miał na pewno dobrze wymoczone. Oczywiście rozglądał się i pytał o tego młodego chłopaka, który pożyczył mu buty. Kiedy się nie doczekał, powiedział: Podziękujcie mu ode mnie, on będzie wiedział za co. Oczywiście, że wiedziałem za co. Za prawie nowe buciki. Nawet jakoś sumienie mnie nie gryzło. Ksiądz za 5 minut oddał buty, dla niego "problem" się skończył.
Ja miałem przed sobą jeszcze dziesięć dni i nocy. Wigilię i święta włącznie. Za rok będzie obchodzona trzydziesta rocznica. Przypuszczam, że będę wtedy na "Piaście".
Chciałbym spotkać się z tym księdzem, chciałbym się dowiedzieć, co on wtedy myślał o swoim "darczyńcy", bez którego dorobiłby się z pewnością kilku odcisków?
Zapisane
Dominika
Szamanka
****
Offline Offline

Wiadomości: 2774


« Odpowiedz #6 : Gru 14, 2010, 07:23:58 »

Byłam smarkulą, ale do końca życia swego nie zapomnę widoku przerażenia ludzi, na apel generała Jaruzelskiego.Ludzie lamentowali, płakali, mysleli, że wojna nieunikniona.W tym czasie mieszkałam blisko granicy Ruskiej.Dziś po latach jak myslę o tamtych wydarzeniach, to chyba jestem wdzięczna panu generałowi za decyzje i za wprowadzenie stanu wyjątkowego.Myslę sobie, że miał związane ręce i wybrał mniejsze zło.
Dziś w szkołach uczą dzieci nienawidzieć generała obarczając jego winą za wszystkie niepowodzenia tamtych lat.Dziś mamy ''demokracje'' w kraju, ale czy walczyliście o taką POLSKĘ? Solidarność podzieliła się już kilkakrotnie,rządzi od przeszło 20 lat, a co ma z tego prosty, szary człowiek?Ano to, że coraz więcej ludzi grzebie w śmietnikach, ano to, że coraz więcej dzieci jest głodnych i niedożywionych, ano to, że pracy nie ma dla uczciwych ludzi...Kiedyś kilka razy byłam na paru wiecach, skaldowałam''Jaruzelski smok wawelski'', ''Wałęsa na prezydenta'',Dziś mi wstyd za swoją głupotę. Zawstydzony

''Ja to mam szczęście, że w tym momęcie.
Żyć mi przyszło w kraju nad Wisłą, Ja to mam szczęście.
Mój kraj szczęśliwy, piekny, prawdziwy.
Ludzie uczynni, z serca niewinni, mój kraj szczęśliwy...'' Zawstydzony
Zapisane
kukul777
Moderator Działu
*****
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 2921



« Odpowiedz #7 : Gru 14, 2010, 20:06:43 »

Data 13 grudnia 1981 roku również utkwiła mi w pamięci. Dwa miesiące wcześniej mieliśmy wyjsć do cywila, a tu popudka o 5 rano i kazano iść na świetlice. Słynne wystapienie generała, szok i determinacja. Następnie komentarz dowódcy batalionu odnośnie stanu wojennego i śmiałe pytania z naszej strony ,co z nami. Amunicja ostra zniknęła,nie jesteśmy brani pod uwage ,jesteśmy izolowani. Zdajemy sobie sprawę że wprowadzając stan wojenny pomyślano o żołnierzach służby zasadniczej, tylko nie wiemy w jaki sposób. Najgorszy jest brak wiadomości o bliskich i o sytuacji w polsce.
20 grudnia pada propozycja,czy jak kto woli rozkaz o utworzeniu pięciu  osobowego patrolu zmotoryzowanego. Jest auto, jest dowódca i amunicja.
Wieczorem jedziemy na odprawę na plac Muzealny do komendy wojewódzkiej policji,szok i zaskoczenie. Opowieści jak z filmu o powstaniu warszawskim. Wyjeżdżamy na miasto ostrożnie ,pełni napiecia. po 2 godzinach lekkie odpreżenie jest cicho i spokojnie i oby tak do rana. Widzimy jak ludzie pospiesznie oddalają się widząc z bliska nasz nieoznakowany  samochód i choć na rejestracjach wojskowych z daleka od cywilnych służb komunalnych niczym się nie wyróżnia. Pomagamy kobiecie z chorym dzieckiem dojechać na pogotowie. Jedziemy z kobietą na dworzec główny po babcie w podeszłym wieku którą zaskoczył w podróży stan wojenny a rodzina się martwi. Zabieramy też starsze małżeństwo które jak większość ludzi utkwiła na dworcu. Wracamy po rodzine z trójką płaczących dzieci które chcą do domu nie rozumiejąc sytuacji. Rano zdanie raportu z przebiegu patrolu i do jednostki. Oczekują nas koledzy którym przekazujemy wiadomości odnosnie sytuacji i wrażenia z nocnego patrolu. Widać ulgę na ich twarzach i spadające napięcie.
To był mój pierwszy dzień w którym zetknąłem się ze stanem wojennym.
Patrolujemy Wrocław do 27 grudnia, później jeździmy do Trzebnicy. Dzień do dnia podobny,choć każdy przynosił inne scenariusze zdarzeń. Pod koniec stycznia rozwiazują patrol. Na szczęście bez  żadnej interwecji lub niemiłego zdarzenia.  2 kwietnia 1982 roku wkońcu do cywila.
W przeciwieństwie do Dominiki nie mam się czego wstydzić , bo tak naprawdę byłem odizolowany od tych co chcieli i tych co nie chcieli.
Zapisane
Herkules
Administrator
*****
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 10617



« Odpowiedz #8 : Gru 14, 2010, 22:23:56 »

...Dziś mamy ''demokracje'' w kraju, ale czy walczyliście o taką POLSKĘ? Solidarność podzieliła się już kilkakrotnie,rządzi od przeszło 20 lat, a co ma z tego prosty, szary człowiek? Ano to, że coraz więcej ludzi grzebie w śmietnikach, ano to, że coraz więcej dzieci jest głodnych i niedożywionych, ano to, że pracy nie ma dla uczciwych ludzi... Zawstydzony

Dominiko, chyba zbyt szybko stawiasz znak równości pomiędzy wydarzeniami lub faktami, których nawet porównywać nie wolno. Już dosyć dawno zauważyłem, że w Polsce nadal większość ludzi myśli kategoriami MY i ONI. Obecnie ONI to już nie ci sami ONI a i MY nie jesteśmy monolitem. Zaczynając ten wątek przed dwoma laty pisałem:

"Kiedy dzisiaj widzę Jaruzelskiego przed sądem, czuję z jednej strony satysfakcję, bo jednak nasz strajk zaowocował i nasze zdrowie, które pozostawiliśmy tam na dole, nie poszło całkowicie na marne. Z drugiej strony czuję litość do tego człowieka. Dzisiaj po latach wiem, że i on w jakiś tam sposób chciał żeby Polska była Polską. Z pewnością inną jak jest dzisiaj,
ale tak naprawdę, to i my wtedy o inną Polskę walczyliśmy.

Szkoda, że większość polityków, którzy wywodzą się z "Solidarności" zapomnieli o jej prawdziwych ideach, szkoda że zapomnieli już o tym skąd się wywodzą.
Szkoda, że zapomnieli już, że czas wojenek już dawno się zakończył. Szkoda, że nie pamiętają o tych, którzy ich wybierali z nadzieją o lepsze jutro. A często żyją jeszcze gorzej jak wczoraj. Może trzynasty grudnia, to dobra data, aby pomyśleć jak naprawić błędy poprzedników i ruszyć do przodu, chociażby tylko po to "Żeby Polska była Polską".

Nasz zryw był słuszny, walczyliśmy o równość, sprawiedliwość i lepszy byt dla nas i potomnych. Nasz ruch, był związkiem zawodowym, którego celem były poprawa praw pracownika i lepszy, sprawiedliwy podział wypracowanych dóbr. Kiedy do władz związku doszli karierowicze, związek zawodowy przeistoczył się w partię, której celem nie był i nie jest byt pracownika, lecz byt karierowiczów. Od lat związku używa się jako trampoliny w karierze politycznej. To nie jest to o co walczyliśmy, to nie jest to do czego ma służyć związek zawodowy. Nie jest to wcale nowe zjawisko. Wojna o stołki była już toczona w latach osiemdziesiątych. Dosyć długo na to patrzałem "od środka", wierzyłem że to się szybko zmieni. W 1988 zrozumiałem, że w tej i prawdopodobnie następnej generacji nic nie zmieni się w Polsce, dlatego wybrałem emigrację. Po ponad dwudziestu latach widzę coraz wyraźniej, że miałem wtedy rację. Może to dziwne, ale wcale nie cieszę się, że miałem rację przewidując sytuację w Polsce. Naprawdę wolałbym się mylić, naprawdę wolałbym, aby w Polsce było lepiej.
Zapisane
Dominika
Szamanka
****
Offline Offline

Wiadomości: 2774


« Odpowiedz #9 : Gru 15, 2010, 13:45:11 »

Masz racje Herkulesie, nie powinnam stawiać znaków równości, to są dwie różne sprawy.
Zapisane
Herkules
Administrator
*****
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 10617



« Odpowiedz #10 : Gru 15, 2010, 14:35:37 »

Dominiko, po trzech latach na forum, powinnaś wiedzieć, że ja mam zawsze rację.  Język Język Język
Zapisane
Herkules
Administrator
*****
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 10617



« Odpowiedz #11 : Gru 13, 2012, 14:39:52 »

Za każdym razem, kiedy widzę w kalendarzu tę datę wracają stare wspomnienia.
To już tyle lat, tak dużo się już zmieniło, już tylu z nas "odeszło", tylko te wspomnienia zostały.
Czasami zastanawiam się co to dało? Co to wszystko zmieniło? Czy w słusznej sprawie wtedy strajkowaliśmy?
Myślę, że moje zdanie w tym temacie się już nie zmieni. Zamiary, idee, plany i marzenia były słuszne i zasadne.
Pozostaje nadal pytanie, ile lat jeszcze musi minąć, aby w Polsce ten kto pracuje mógł godnie i dostatnio żyć?
Z tego co widzę, w obecnej Polsce pod wieloma względami jest gorzej jak za "komuny".
Oszust, złodziej i działacz partyjny nadal żyją o niebo lepiej od tych, którzy uczciwie pracują, czyli tak samo jak za "komuny" było.
Zapisane
Herkules
Administrator
*****
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 10617



« Odpowiedz #12 : Gru 13, 2017, 08:01:13 »



Tak to wyglądało trzynastego grudnia 1981 roku!


Wczoraj wieczorem aż do nocy znowu manifestowano przed senatem w Warszawie.

Czyż to nie chichot historii, że w nocy z 12/13 grudnia WRON ogłaszał stan wojenny,
także w nocy z 12/13 grudnia 36 lat później, pisowscy żołnierze partyjni przepychali kolanem ustawę przez senat?
Ustawy które "poprawiał" i "naginał" poseł PIS Stanisław Piotrowicz.



Ten sam Piotrowicz, który w stanie wojennym był PZPR-owskim prokuratorem.
Ten sam, który ścigał, wsadzał i oskarżał ówczesną opozycję.
Ten sam Piotrowicz, którego Jaruzelski odznaczał Krzyżem Zasługi.
Ten sam Piotrowicz, którego pisowska "dekomunizacja" jednak nie obejmuje.

Skręca mnie kiedy widzę takie obrazki 36 lat, po tym jak 15 dni i nocy strajkowałem w podziemiach kopalni "Piast".
To o co wtedy walczyliśmy i nieco później zdobyliśmy, znowu jest Polakom zabierane i ograniczane. 
Zapisane
kukul777
Moderator Działu
*****
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 2921



« Odpowiedz #13 : Gru 13, 2017, 21:14:34 »


Większość osób już nie pamięta że po 100 milionów mieli dać a niektórych mieli puścić w skarpetkach, ale jakoś zapomnieli a może  w ogóle tego nie chcieli. Być może Olszewski za bardzo chciał dlatego jego rząd szybko padł, ale to już historia która ciągle będzie zmieniana, a obecnie tacy Piotrowicze są i działają wszędzie i czują się pewnie i bezpiecznie. 
Zapisane
Herkules
Administrator
*****
Offline Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 10617



« Odpowiedz #14 : Gru 17, 2017, 00:55:24 »

...a obecnie tacy Piotrowicze są i działają wszędzie i czują się pewnie i bezpiecznie. 
Kukul, skoro tacy Piotrowicze mogą czuć się dzisiaj bezpiecznie, to ja się pytam po co ta cała dekomunizacja?
Przecież to absurd, że pisarz, literat, patriota, który nigdy nie udzielał się politycznie. Wilhelm Szewczyk, który należał do tej samej partii,
co Stanisław Piotrowicz jest dzisiaj uznany za komunistę a Piotrowicz, też PZPR-owiec, prokurator stanu wojennego
jest wiernym sługą prezesa, posłem na sejm i przewodniczącym sejmowej komisji prawa.
Czyli daj d..y prezesowi, będziesz patriotą!
Zapisane
Strony: [1]   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0.099 sekund z 20 zapytaniami.

Polityka cookies
Darmowe Fora | Darmowe Forum

glrp asg psp szkoladuchow fastkillers